Informator Brzeski: Muzyka nas ciągle kręci – rozmowa z Łukaszem i Pawłem Golcami

 

Czy zdanie sex, drugs and rock'n'roll jest hasłem, z którym można kojarzyć wasz zespół?

Łukasz Golec: Hmm, ciekawe pytanie… Góralski temperament dominuje w naszym zespole i nie należymy do spokojnych osobowości. Nie bez kozery ukończyliśmy też wydział Rozrywkowy na Akademii Muzycznej. Jak mówią rock’n’roll wiecznie żywy i coś w tym jest, bo w duszy ciągle nam gra…

Paweł Golec: Lubimy dobre towarzystwo, zabawę i czasem szaleństwo do późnych godzin nocnych, ale staramy się w tym wszystkim zachować umiar. Dlatego na próżno szukać w tabloidach skandali z naszym udziałem i niech tak zostanie.

 

Kiedy zaczęła się Wasza przygoda z muzyką?

Ł: W sumie to od trzeciego roku życia. Kiedy tata nauczył nas grać na cymbałkach. Później opanowaliśmy kolędy i na Święta Bożego Narodzenia brylowaliśmy na salonach u sąsiadów i krewnych…

P: Jeśli ktoś chce zgłębić historię zespołu, zachęcam do odwiedzenia strony internetowej  www.golec.pl. Tam w szczegółach można zaznajomić się z początkami naszej muzycznej przygody.

 

Ile osób z waszej rodziny gra w tej chwili w zespole i kto to jest?

Ł: Podczas koncertów na scenie widoczna jest moja żona Edyta, ale oprócz niej w Golec uOrkiestrze pracuje jeszcze najstarszy brat Stanisław, który odpowiedzialny jest za obsługę multimediów. Jego żona Dorota, zajmuje się naszym Fan Shop’em.

P: A z tych nieobecnych na scenie, są jeszcze starszy brat Rafał manager i autor muzyki i tekstów, jego żona Katarzyna Czajkowska - Golec booking manager oraz bratanica Martyna, zajmująca się social mediami.

 

Kto w zespole pisze muzykę, a kto teksty?

Ł: Kiedyś pracowaliśmy wspólnie, ale od jakiegoś czasu, ja zajmuje się muzyką, a Rafał tekstami. Rozpoczęliśmy również współpracę z autorem tekstów Michałem Zabłockim oraz Wojtkiem Byrskim.

 

Zespół ma na swoim koncie wiele przebojów. Czy łatwo jest napisać przebojową piosenkę i jak to się robi?

P: Gdyby było to takie łatwe, to pewnie wszyscy pisaliby przeboje…

Ł: Nie ma gotowej recepty na przebój. Każda piosenka ma swoje własne życie i tylko nielicznym utworom udaje się na stałe wpisać w zbiorową świadomość. Na przestrzeni lat bardzo zmienił się sposób tworzenia. Kiedyś piosenki komponowało się, dzisiaj piosenki się produkuje. Do tego dochodzi jeszcze częstotliwość grania piosenki w radiu, a tutaj wszystko jest w rękach radiowców, od których często zależy sukces piosenki i to czy staje się hitem.

 

Co jest najważniejsze dla was w życiu, muzyka, rodzina czy może jeszcze coś innego?

P: Na pierwszym miejscu rodzina, później zdrowie i muzyka.

Ł: U mnie podobnie. Dodam, że ważni są również przyjaciele, zgoda i satysfakcja.

 

Czy łatwo jest utrzymać się na topie w naszym polskim show biznesie?

Ł: Jak w każdym biznesie, trzeba dbać o swoją jakość. Dostosowywać się do potrzeb rynku i obserwować konkurencję.

P: Jednym zdaniem... Dużo pracować…

 

Kiedy na początku waszej kariery piosenka „Lornetka” szturmowała wszystkie listy przebojów w naszym kraju, czy nie obawialiście się, że będziecie zespołem jednego sezonu?

Ł: Wszyscy nam to przepowiadali, ale jak widać ten sezon trwa już 20 lat (śmiech). Cieszy nas fakt, że przez te wszystkie lata udało nam się zrealizować kilka projektów, które spotkały się z uznaniem szerokiego grona odbiorców.

P: A póki co, pracujemy nad kolejnymi projektami. Ostatnio wydaliśmy dwa single „Hop na top” i „Pomarańczę”, które zwiastują naszą płytę, nad którą obecnie pracujemy. Oczywiście te piosenki zabrzmią w Borzęcinie podczas naszego koncertu.

 

Jak to się robi, że po tylu latach woda sodowa nie uderza do głowy?

P: Kiedy sukces spada z nieba, nagle bez uprzedzenia, nie poparty wcześniejszą ciężką pracą, to i owszem, woda sodowa może uderzyć.

Ł: Dzięki temu, że od najmłodszych lat, kształciliśmy się w szkołach muzycznych, zdobywaliśmy doświadczenie w orkiestrach dętych, szkolnych i akademickich big - bandach, sukces nas nie złamał. Przez te wszystkie lata muzyka nauczyła nas pokory.

P: Mamy tez swoje bastiony w postaci rodziny, gdzie możemy znaleźć spokój i nabrać dystansu, do sukcesu i show biznesu.

 

Czy macie poczucie, że przez te lata rozwinęliście się muzycznie? Czy zespół osiągnął już swój szczyt, czy jeszcze wszystko przed wami?

P: To, czy zespół już wszystko osiągnął, pokaże czas. Jak wspominaliśmy, pracujemy nad kolejnymi kompozycjami i nad płytą z okazji jubileuszu 20- lecia, które rozpocznie się w przyszłym roku.

Ł: Z pewnością jako muzycy, jako zespół ewoluujemy. Jesteśmy otwarci na nowinki. Interesują nas nowe rozwiązania produkcji muzyki. Dzięki temu, że mamy własne studio, ten rozwój jest ułatwiony. Inspirują nas inni, poszukujemy świeżych i ciekawych pomysłów i to niezwykle nas rozwija. Ale taka już jest chyba natura artysty, że ciągle chce odkrywać nowe przestrzenie muzyczne i pokłady emocji, które tkwią w muzyce.

 

Każda płyta przez was nagrana staje się hitem. Gracie mnóstwo koncertów. Czy czujecie się artystami spełnionymi?

Ł: Mamy wiele powodów do dumy, ale trudno na tym etapie działalności powiedzieć, że jesteśmy spełnieni. To byłby gwóźdź do trumny. Artysta spełniony to artysta martwy. Muzyka nas ciągle kręci. Osobiście odczuwam niezwykłą satysfakcję, kiedy moja nowa, kolejna piosenka wzbudza uśmiech na twarzy odbiorcy. Czuję że jestem w drodze. Sporo planów przed nami.

 

Czy dużo z pisanych przez was utworów trafia do szuflady, a jeśli tak, to czy wracacie kiedyś do nich?

Ł: Tak, dużo nie przechodzi przez naszą wewnętrzną cenzurę. Dla porównania z 10 nowych kompozycji tylko 3 wchodzą na płytę. Czasem wracamy do nich,  ale wykorzystujemy z nich jakiś fragment. Ale ta praca tak właśnie wygląda. Tworzenie to proces, w którym trzeba być niezwykle uważnym, czasem krytycznym, a do tego pełnym wiary i oddanym. Często jest tak, że propozycje muzyczne nie potrafią przetrwać próby czasu. To naturalny etap w tworzeniu.

 

Zmieńmy temat. Niebawem koncert w Borzęcinie podczas Święta Grzyba. Czy lubicie gotować? Kto z was najlepiej to robi? Która potrawę uważacie za najsmaczniejszą? Czy lubicie grzyby, a jeśli tak to w jakiej formie najlepiej je spożywać?

 

P: Jeśli chodzi o gotowanie i wszelkie czynności związane z przygotowaniem posiłków, to tutaj ograniczamy się do roli degustatorów. Grzyby lubimy, tym bardziej, że w dzieciństwie  chodziliśmy na grzyby z tatą. Najczęściej znajdowaliśmy maślaki, z których mama przygotowywała nam jajecznicę. Grzyby w naszym domu były suszone, marynowane i wrzucane do różnych potraw.

 

Co będziecie robić, gdy już przestaniecie grać?

P: W końcu będziemy mogli się oddać w pełni naszej działalności charytatywnej w naszej Fundacji Braci Golec.

 

Z braćmi Golcami rozmawiał Tomek Pajor.